Podróżnicza relacja z Norwegii (Preikestolen oraz Kjerag)

fotMamy dla Was relacje z tygodniowego pobytu w Norwegii autorstwa jednego z naszych fanów p.Piotra Sitnika. Kto wie może po przeczytaniu sami wybierzecie się w piękne rejony Fiordów. Zapraszamy do lektury.

 

Bilety, razem z jednym bagażem rejestrowanym na dwie osoby, udało się kupić za 110 zł na trasie Katowice-Stavanger-Katowice. Na początku miały lecieć 4 osoby, jednak dwie zrezygnowały na dzień przed wyjazdem, poleciałem zatem z Magdą, którą poznałem dopiero na lotnisku ;)

Wylot był 30 maja w czwartek o 21, więc pierwszą noc spędziliśmy na lotnisku, na 2 piętrze przy zamykanej na noc restauracji Pulpit Rock, na której naklejone były nasze dwa cele wycieczki – czyli Preikestolen oraz Kjerag. Pogoda zapowiadała się naprawdę dobrze, świeciło słońce i było prawie bezchmurne niebo. Z lotniska szybko złapaliśmy stopa do Forus, gdzie kupiliśmy butlę gazową w sklepie XXL ( cena 56 koron, czyli około 23 zł ). Kolejny stop poszedł równie szybko, miły pan podwiózł nas terenowym Pajero na drogę w stronę promu z Oesand ( Prom z Lauvvik do Oesand to koszt 12 zł ) Po 20 minutach znowu siedzieliśmy w aucie. Wszystko szło bardzo dobrze, na promie z kolei spotkaliśmy Polaków, którzy jechali na parking pod Preikestolen, pomimo, że byli w 7 osób, upchaliśmy się w małym vanie.

DSC_2680DSC_2704

Wędrówkę zaczęliśmy około godziny 14. Pogoda była wyśmienita. Szlak jest trudny, nawet przy dobrej widoczności czasem można się zgubić. Po 3 godzinach wspinaczki dotarliśmy na miejsce i… zaparło nam dech w piersiach. Potężna skalna półka, stercząca 700 metrów nad taflą jeziora wygląda niesamowicie. Weszliśmy trochę wyżej, aby mieć lepsze widoki. Na górze posiedzieliśmy dwie godziny, mając w planach rozbicie się nieopodal. Namiot rozbiliśmy na jedynym wolnym, płaskim miejscu, z widokiem na góry i Morze Północne.

Preikestolen

DSC_2725DSC_2739

Ci z lękiem wysokości niech nie patrzą :P

DSC_2741DSC_2773DSC_2822DSC_2887

DSC_2897DSC_2901DSC_2909

Rozbijamy namiot, zbliża się mgła

DSC_2930DSC_2956DSC_2957DSC_2966

Poranek przywitał nas… mgłą. Pogoda niestety tego dnia nie była najlepsza, dlatego postanowiliśmy udać się do Songesand, aby stamtąd zacząć wędrówkę do Lysebotn. Niestety okazało się, że w sobotę promy nie kursują i musimy czekać do 14:10 w niedzielę. Zaczęło jednak padać, więc postanowiliśmy poszukać garażu, żeby tam rozbić namiot – zawsze będzie sucho. W pierwszym gospodarstwie nam odmówiono, jednak w drugim gospodarz… zaprosił nas do domu! Powiedział, że mieszka tutaj sam i ma mnóstwo miejsca. Bardzo się ucieszył ( chyba jeszcze bardziej niż my ), bo miał okazję porozmawiać i kogoś gościć. W Norwegii prawie wszyscy mówią po angielsku, więc nie było problemów z komunikacją. Spytał się, czy jesteśmy głodni, po czym kazał nam przygotować posiłek ;) Wcieliłem się więc w rolę kucharza, smażąc kotlety, zapiekaną serowo-ziemniaczaną oraz gotując jakieś warzywa, udostępnione przez naszego dobroczyńcę. Potem przyszła pora na lody i truskawki. Długo siedzieliśmy w salonie, rozmawiając o wielu sprawach.

DSC_2975

Stop do Tau

DSC_2991

Nasz gospodarz :)

DSC_3000
Kolejny dzień niestety nie zapowiadał się optymistycznie, bowiem lało okrutnie. Na szczęście gospodarz zgodził się, żebyśmy posiedzieli u niego, czekając na prom, a wręcz nawet zachęcał, żeby zostać jeszcze jeden dzień. Prom przybył punktualnie, rejs trwał 25 min i kosztował na głowę 58 koron. W Songesand deszcz zmalał, aż całkiem przestał padać. Rozpoczęliśmy wędrówkę do Lysebotn, bardzo rzadko uczęszczanym szlakiem. Po drodze, w ostatniej farmie, spotkaliśmy człowieka, który wytłumaczył nam trasę oraz powiedział, ze noc powinniśmy spędzić w górskiej chatce, czyli Cabin, bardzo popularnym systemie domków w Norwegi dla turystów. Nocleg był płatny 300 koron, jednak powiedział nam, że jeżeli nie mamy tyle pieniędzy ( no bo przecież z Polski jesteśmy :P ) to możemy tam zostać za darmo.
Chatka okazała się być dużym, świetnie utrzymanym drewnianym domem. W środku można było znaleźć wszystko, łącznie z kuchnią, kominkiem i wygodnymi łóżkami do spania. Prawdziwa, górska chata tylko dla siebie. Z pobliskiego strumyka pobierało się wiadrem wodę, drewno trzeba było porąbać i napalić w kominku. Klimat był tak świetny, że nie chciało się spać, postanowiłem poczekać aż się zrobi ciemno, jednak w Norwegii to nie takie łatwe – o 24 robi się szaro, trwa to do 3 w nocy i wychodzi znowu słońce – także w czerwcu ciemnej nocy tam nie zaznacie. Przy świecach czytałem stare księgi gości z wpisami ludzi z całego świata.

DSC_3023

DSC_3027

Nasz domek :)

DSC_3029DSC_3049DSC_3055

Wpis pamiątkowy

DSC_3073DSC_3074DSC_3076

Stare pamiętniki

 

DSC_3111DSC_3116

Poniedziałek przywitał nas słońcem. Tak, ponowie pogoda się poprawiła, co w Norwegii jest naprawdę rzadkością! Od 8 rano rozpoczęliśmy długą wędrówkę szlakiem. Droga była piękna, ale bardzo łatwo było się zgubić – kilkukrotnie znikał nam szlak. Teren nie był łatwy, początkowo przedzieraliśmy się przez podmokłe łąki, dlatego dobre buty z GoreTexem to podstawa podczas wyjazdu do Norwegii. Szliśmy praktycznie cały dzień, ostatni odcinek zamkniętą, asfaltową drogą wzdłuż fjordu. W Lysebotn złapaliśmy stopa na samą górę pod restaurację, gdzie zaczyna się na Kjerag, słynny kamień zaklinowany pomiędzy skałami. Z racji bardzo dobrej pogody postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia tam dotrzeć, co oznaczało długą wędrówkę. Droga była bardzo trudna, często poprowadzona łańcuchami, momentami trzeba było się zwyczajnie wspinać po pionowych skałach, szukać obejść wzdłuż szczelin czy też maszerować po śniegu. Na Kjeragu zameldowaliśmy około godziny 20. Kamień nie jest zbyt duży, jednak musiałem na nim stanąć – to przecież jeden z celów wyjazdu. Zawieszony jest 1000 metrów na ziemią, więc chociaż lot miałbym długi :)
Z kamienia było widać w oddali skalną półkę, z której skakali Base jumperzy oraz Dream jumperzy – postanowiliśmy się do nich udać, gdzieś bowiem trzeba było rozbić namiot.
Jaka była nasza radość, gdy okazało się, że to ekipa z Polski! Szybko poznaliśmy kilka osób, nie musieliśmy nawet rozbijać namiotu, bo 3 osoby schodziły o północy na dół i mogliśmy zająć ich namiot.

Szlak do Lysebotn

DSC_3118

Czasami trzeba było przeprawiać się przez rzeczki

DSC_3124

DSC_3131

DSC_3137

DSC_3138

Jak w bajce :)

DSC_3145DSC_3152

Stara, zarośnięta mchem droga w górach

DSC_3155

DSC_3160DSC_3169DSC_3172DSC_3185DSC_3189

Stop z Litwinami w 6 osób ;)DSC_3190

Początek szlaku na Kjerag

DSC_3194

Jak w Alpach :)

DSC_3195

Szlak zaczyna się przy tej restauracji

DSC_3199

I do łatwych nie należy

DSC_3204

DSC_3206DSC_3227DSC_3228

Raj :)

DSC_3264

Oto góry! :D

DSC_3312

Nasz obóz w dole

DSC_3323DSC_3328

Ciężka praca, kolegę na linie jakoś trzeba wyciągnąć :)

 

DSC_3332

System lin

DSC_3334DSC_3336DSC_3357DSC_3363

Tak wygląda środek nocy w Norwegii. Temperatura spadła do 0 C na wysokości 1010 m.n.p.m, w moim śpiworze +15C było lekko zimnawo.. ;)

DSC_3369

Ekipa i atmosfera w obozie była taka sympatyczna, że postanowiliśmy przedłużyć nasz pobyt na drugi dzień, zwłaszcza, że pogoda była cudowna. Chodziliśmy przy krawędzi podziwiając widoki oraz skoczków – gdyby była okazja pewnie sam bym się odważył na skok i 310 metrów swobodnego spadku. O 16 rozpoczęliśmy powrót, z planami, żeby nie wracać promem, lecz bardzo długą drogą asfaltową naokoło. Stopa udało się złapać szybko, zatrzymał się Tommy, młody chłopak, którego widzieliśmy rano, gdy skakał ze spadochronem z Kjeragu. Podwiózł nas 140 km cudownymi drogami przez góry, mało norweskim stylem jazdy, bo czuliśmy się jak w aucie rajdowym. Nocleg spędziliśmy na darmowym polu campingowym 20 km od Sandness.

Tommy skacze :)

DSC_3379

Widok z góry :)

DSC_3393DSC_3397

Widok z namiotu :)

DSC_3398DSC_3400

Przeciskanie się przez szczeliny

DSC_3402

W drodze powrotnej przyszła pora na największą atrakcję, kamień Kjeragbolten

zdjecie,pelne,389554,20130610,kamien-kjerag-norwegiaDSC_3429

Stopujemy z Tommym

P1100740

Droga niesamowita :)

P1100746

Kolejnego dnia zwiedziliśmy Stavanger. Próbował między innymi Slackline, spodobało mi się bardzo, bo już po chwili potrafiłem przejść całą długość, a nawet siadać na linie, utrzymując cały czas równowagę. Byliśmy także na plaży obok lotniska, przypominała ona bardziej plaże na Ibizie, bo nawet lazurową wodę można było znaleźć. Ostatni dzień się trochę dłużył, bo wracaliśmy dopiero o 21, ale można było wypocząć po długim, pełnym wrażeń tygodniu. Do domu wróciłem ze znajomym, poznanym na Kjeragu, który zupełnie nie mając po drodze, podwiózł mnie pod samo mieszkanie.

Slackline

P1100775

Na zupki chińskie patrzyć nie będę długo mógł ;P

P1100807

Ibiza? Majorka? Nie! To Norwegia! :)

P1100823

KartonStop :)

P1100809

Spalony przez słońce, wymęczony, czekamy na samolot :)

P1100844

 

Podsumowując: Jeden z najlepszych wypadów, niesamowite wrażenia i przygody po drodze, mnóstwo spotkanych ludzi i nieziemskie wręcz widoki. Ponadto pogoda była świetna prawie cały czas, tym bardziej można nazwać wypad szczęśliwym.

Podsumowanie kosztów:
Jedzenie z PL: 100 zł
Bilety lotnicze: 110 zł
2xProm: 41 zł
Chleb: 9 zł
Suma: 260 zł

Mapa: KLIKNIJ

Autor: Piotr Sitnik

9 odpowiedzi do artykułu “Podróżnicza relacja z Norwegii (Preikestolen oraz Kjerag)

  1. Marek

    Świat jest mały:) Spotkaliśmy się w drodze z/na Kjerag to jedno, a drugie to Tomek – redaktor tej stronki jest naszym kumplem z pracy, pozdr od całej ekipy :)

    P.S. Super zdjęcia

  2. Pyjter

    Świetna relacja i super zdjęcia, a do tego dobra logistyka co przełożyło się na niskie koszty wyjazdu. Zazdroszczę Wam w pozytywnym sensie przygody w Norwegii. Pozdrawiam.

  3. shi

    jaworzno, wszędzie jaworzno:P rok temu byliśmy w 5 osób, ale tylko w preikestolen, sobota-niedziela, niestety wolne nie jest z gumy. zazdrościć urlopów, widoków, zdjęć itp :) pozdrawiamy

  4. Marcin

    Brawo dla Piotra za super foty i relację a dla chłopaków z Silesiair za pomysł na nowy cykl. Oby więcej takich relacji z wypadów naszych viapyrzowickich. Czekam na Neapol od kogoś

  5. marta

    Super zdjecia i relacja z wyprawy az zachecaja do zwiedzenia. JUTRO ruszam z rodzinka , mam nadzieje, ze nasze szkraby poradza sobie z wdrapaniem w te cudowne miejsca

  6. Jarek

    Hej czy na ten Kjerag wystarczy jeden dzień? Chcemy jechać wcześnie rano i wrócić wieczorem mamy jakieś 200 km z Kristiansand. Czy trzeba mieć dobre górskie buty? Jest tam ślisko? Patrząc na prognozy 7 czerwca ma być ciepło czy mocno tam wieje i temperatura odczuwalna jest zdecydowanie niższa?
    Pozdrawiam

  7. MigafkaFoto

    Hej! niesamowite! Moi ziomkowie! Dobrze widziałam Piotr from Jaworzno?
    Kjerag zdobyty w 2014, Perkistolen 2013
    i tak: Norwegia jest niesamowita , piękna bez żadnych wątpliwości.
    Jadąc krętą drogą na Kjerag, parking, jakieś 15 m zawijasów i krętej drogi i czy tylko ja miałam wrażenie że widoki jak z innej planety?
    Serdecznośc!
    Podziw wielki ze ekonomię podróży składam.

  8. Anna

    Hej Piotrze!
    Niesamowita wyprawa!wraz z kolegą chcemy powtórzyć Waszą trasę już 29 sierpnia i stąd moje pytanie: czy pomógłbyś mi opracować dokładniejszy plan trasy? W Norwegii będziemy po raz pierwszy,więc każda wskazówka czy podpowiedź będzie na wagę złota :]
    Czekam z niecierpliwością ;]
    pozdrawiam

Dodaj komentarz